Biblioteka i Multimedialne Centrum Informacji

Twórczość naszych uczniów

- Ej, Ara! Pozwól na chwilę! – krzyknęła mała blondwłosa wróżka. Niebawem obok niej pojawiła się powabna elfka.

– Co się stało Alice?

– Nathan wysłał mi list ze swoim opowiadaniem. Zaczyna się ”Pewnego zimowego popołudnia w Lublinie…” A co to jest ten cały Lublin?

– Lin to taka rrryba – wymruczał Rui, czarnowłosy kotołak który właśnie wylegiwał się na drzewie – Barrrdzo dobrrra rrryba.

– Myślę, że to jakieś miasto – odpowiedziała elfka.

– Chyba z innego świata! – zaśmiała się blondynka – Ależ on ma wyobraźnię…

– Są tam jakieś smoki? – zapytała szpiczastoucha.

– Nie… Narazie tylko jakieś zamki i bramy. Jedyne zwierzęta to konie. Ale każdy wie, że smoki są szybsze i silniejsze!

– Może mają kontekst metaforyczny? Nie wiemy jaki miał zamysł – zasugerowała.

– Alice… ciężko być dobrym autorrrem.. Wszystko to jest męczące.. Możesz mi poczytać na dobrrranoc – zamruczał Rui.

– Okej.. „Czarna noc, malachitowe sny, purpurowy poranek… Śpiew błękitu prowadzi ludzi…” On znowu z tymi ludźmi? Przecież do barbarzyńcy!

– To jest faktycznie dziwne.. Ale to i tak lepsze, niż Twoje historyjki o gejach – zaśmiała się elfka.

– Ty…Ara! Nie myśl sobie, że więcej możesz, bo jesteś większa!

– Już, już.. – przytuliła ją delikatnie elfka – Uspokój się i wsłuchaj – szepnęła i zaczęła śpiewać. Wszyscy zamknęli oczy i zaczęli jakby zamierać w bezruchu.

Głęboko w lesie tym Drzewa zachodzą fioletem

To mgła, czy to dym? Pieśń rozbrzmiewa niczym fletem

Zamknij ślepka dziecię

Zaśnij wiecznie w lesie.

Paulina Karwacka klasa II TA

„Ostatnie tchnienie wiatru”

Jeszcze wczoraj byłem normalnym biznesmenem, pracującym człowiekiem z wizjami przyszłości. Chciałem zrobić coś, co zmieni na zawsze technikę i gospodarkę w moim kraju. Do wczoraj…

Pewnego zimowego popołudnia w Lublinie siedziałem skulony pod murem w Ogrodzie Saskim. Chuchając na swoje zmarznięte ręce chcąc je ogrzać wypatrywałem kogoś znajomego. I kolejny raz bez skutecznie. Obce twarze swoim spojrzeniem kazały mi się wynosić jak najdalej stąd. Czekałem tylko aż zrobi się cieplej i ruszę do jakiegoś innego miasta z nadzieją, że może uda mi się parę groszy zarobić na nowy początek. Stojący przede mną kubek po kawie stał od paru dni pusty. Odliczałem kolejne minuty próbując przestać myśleć o otaczającej mnie białej zimie. Gdy tak siedziałem skulony w kłębek zauważyłem, że jakaś osoba schyla się nade mną. Podniosłem wzrok by zobaczyć wysoką kobietę, tak piękną niczym malachitowe sny. Była ubrana w zieloną suknie, która sunęła po ziemi pozostawiając za sobą wydeptaną ścieżkę zieleni oraz wiosennych kwiatów. Wąskie ramiączka ukazywały delikatność jej ramion oraz smukłe ręce delikatne niczym aksamit. Wysoko podniesiona głowa ukoronowana była długimi kasztanowatymi włosami
i wieńcem z kwiatów wiosny na skroniach niczym korona skromności. Ciepłe spojrzenie złotych oczu było niczym balsam dla mojej duszy. Delikatne rysy twarzy były niczym spełnienie marzeń.

Wyciągnęła do mnie ręce by pomóc mi wstać. Za jej plecami świat zniknął. Pojawiło się tylko światło. Trzymając się za dłonie ruszyliśmy w tym kierunku. Ogarnęło mnie ciepło niczym u Pana Boga za piecem…

Iga Kłudka klasa II TC